sobota, 18 stycznia 2014

przepraszam, że zachowałem się jak dupek - Zayn...

      Codziennie przyjeżdżał pod twoją szkołę i odbierał swoją młodszą siostrę Wali. Teraz przyjeżdża po ciebie. Jesteście już ze sobą pół roku. Zawsze po szkole jeździliście do ciebie lub do niego i pomagał ci odrabiać zadania domowe. Potem zawsze razem gdzieś wychodziliście, do kina, do parku, do wesołego miasteczka czy po prostu na zwykły shopping. Dziś było inaczej. Dziś były twoje urodziny, kończyłaś 18 lat. Jak zwykle przyjechał o ciebie punktualnie o 15.30. Pojechaliście do niego. Ty odrabiałaś lekcje, a on szykował coś do jedzenia. Zjedliście i pojechaliście do kina na jakąś komedię romantyczną. Potem poszliście do parku na spacer, była 23.00.
       - Mam coś dla Ciebie - powiedział i sięgnął do kieszeni. - Daj rękę.
       Wykonałaś jego polecenie. Mulat zapiął coś na twojej ręce zgrabnym ruchem. Spojrzałaś, by zobaczyć co to to jest. Śliczna, delikatna bransoletka z białego złota. Na dole zwisała zawieszka z kryształu w kształcie serca. Westchnęłaś z zachwytu.
        - Dziękuje - wyszeptałaś i pocałowałaś go w usta.
        Wróciliście do niego. Piliście alkohol. Było cudownie. To były twoje najlepsze urodziny.
                                               ***
        Obudziłaś się rano w łóżku. Nic na sobie nie miałaś. Rozejrzałaś się dookoła. Na podłodze leżały wasze ubrania. Ubrałaś bieliznę i koszulkę Mulata. Zeszłaś na dół. On siedział na kanapie i oglądał telewizję.
         - Hej kocie - mruknął.
         Zjedliście razem śniadanie i odwiózł cie do domu. Przez całe dwa tygodnie było normalnie. Jak zawsze. Aż do tego dnia. Obudziłaś się rano i miałaś zawroty głowy. Bolał cię brzuch i wymiotowałaś. Utrzymywało się to przez kilka dni. Twoja mama się wystraszyła i zabrała cię do lekarza. Zrobili ci badania. Czekałaś na wyniki w korytarzu. W końcu lekarz zawołał cię do gabinetu.
          - Masz już skończone 18 lat, więc sama możesz się dowiedzieć co ci jest.
         - Więc co to za choroba doktorze? Wyjdę z tego?
         - Nie jesteś chora tylko w ciąży.
         Tego się nie spodziewałaś. Nie wiedziałaś jak to jest możliwe.
         - Potrafi pan powiedzieć jak długo? - zapytałaś.
         - Biorąc pod uwagę objawy jakieś trzy tygodnie.
         Wyszłaś zszokowana z gabinetu. Nie wiedziałaś co robić ani co powiedzieć mamie.
          - I co? Co ci jest? - dopytywała się mama.
          - Nic takiego - powiedziałaś oschle. - Musze odpocząć.
          Nie miałaś zamiaru jej mówić co tak naprawdę ci jest. Musiałaś się wziąć w garść i zadzwonić do Malika. Umówiliście się, że przyjedzie po ciebie za pół godziny. I tak było.
           - Chodźmy się przejść. Musimy pogadać - rzuciłaś i ruszyłaś w stronę pobliskiego parku. Była słoneczna sobota.
           - O co chodzi? - zapytał zmartwiony.
           - Zayn, czy my w moje urodziny zrobiliśmy to?
           - Tak - odpowiedział.
           - Super! To możemy sobie pogratulować! - sarknęłaś.
           - Nie rozumiem.
           - Jestem w ciąży - powiedziałaś.
           - Co?!
           Był wkurzony. I to na maxa. Bałaś się go, bo nigdy taki nie był. Pokłóciliście się:
           - Jakim cudem?! - krzyczał.
           - Normalnym. Upiliśmy się i się stało!
           - To nie mogłaś się zabezpieczyć? Nie używasz pigułek?
           - A ty condomów?! To twoja wina!
           - Moja?! Ale z ciebie kretynka!
           - A z ciebie frajerski dupek! - krzyknęłam i pobiegłam do domu.
           Wasz związek przestał istnieć. Nie było już was. Był tylko on i ty, osobno. Od waszej kłótni minęły już dwa tygodnie. Nie odzywaliście się do siebie. Nawet nie patrzyliście na siebie, gdy przyjeżdżał po Wali do szkoły. To był już koniec, definitywnie.
                                               ***
           Siedziałaś w domu, twoja mama już wiedziała o ciąży. Oglądałaś telewizję i obżerałaś się czekoladą, gdy ktoś zadzwonił do drzwi. Usłyszałaś jak mama krzyczy, że otworzy a po chwili, ktoś zapukał do twojego pokoju. Podniosłaś wzrok. W drzwiach stał on z bukietem kwiatów. Udałaś obojętność i na nowo wlepiłaś wzrok w telewizję.
           - [T.I.] proszę porozmawiajmy - powiedział wyłączając telewizję.
           - Oglądałam to - powiedziałaś oskarżycielskim głosem.
           - Proszę cię, to dla mnie naprawdę ważne - powiedział ignorując moją uwagę.
           - Co?
           - Przepraszam za to w parku i za to jak cię nazwałem. Miałaś rację, to ja powinienem się zabezpieczyć. Przepraszam, a jeżeli chodzi o dziecko...
           - Nie martw się. W akcie urodzenia podam "ojciec nieznany". tak samo nie musisz mi płacić alimentów, jakoś sobie poradzę - powiedziałaś szybko.
           - Nie chcę, żeby ojciec był nieznany. Chcę, żeby nasze dziecko nosiło moje nazwisko, tak samo jak ty - powiedział i klęknął przed tobą. Zamurowało cię.
           - Zayn? Co ty robisz?
           - [T. I. i N.] czy uczynisz mi ten zaszczyt i wyjdziesz za mnie? - zapytał z uwielbieniem w oczach.
           - Tak, głuptasie - powiedziałaś ze łzami w oczach i rzuciłaś mu się na szyję. Złączyliście usta w pocałunku.
***
           Po ośmiu miesiącach urodziła wam się śliczna córeczka, którą nazwaliście Rosemarry, a miesiąc później wzięliście ślub. Teraz żyjecie długo i szczęśliwie.
                               

no to teraz "malikowa" mówi komentujcie proszę... :)

1 komentarz: