piątek, 17 stycznia 2014

smutas... :'(

Jesteś Directioner od czasów X-factora. Kochasz ich wszystkich. Płaczesz razem z nimi, śmiejesz się razem z nimi. Jesteś z nich dumna, z każdego ich zwycięstwa. Jesteś z nimi na co dzień. Ale nie ciałem tylko sercem. Twoje ciało jest podłączone do aparatury w klinice w szpitalu. Masz raka. Lekarze robią co mogą, by utrzymać cię przy życiu, mówią ci, że wyjdziesz z tego. Ale ty wiesz, że nie zostało ci wiele czasu. Umierasz z każdym mijającym dniem ze strachem „ile jeszcze?”. „Ile jeszcze to będzie trwało?”. Masz już dość. Nie masz już siły walczyć z tym rakiem. Chcesz już zakończyć te męki. Choć na chwilę zamknąć oczy i nie czuć tego bólu, który przeszywa twoje ciało, z każdą chwilą mocniej i mocniej.
            Jedyną rzeczą która trzyma cię przy życiu jest miłość. Miłość do niego. Do Zayna. To on cię trzyma przy życiu. Twoim największym marzeniem jest pojechać na ich koncert i ich zobaczyć, wszystkich. Chcesz im powiedzieć „cześć chłopaki, dziękuję wam za to co dla mnie zrobiliście, że byliście ze mną i cały czas jesteście. Kocham was”. Chcesz przytulić każdego z nich i dać im całusa w policzek. Ale nie możesz, bo jesteś za słaba. Za słaba by nawet podnieść rękę do góry. Twoja mama cały czas za ciebie do nich tweetuje, ale nie odpowiadają.
            Pewnego dnia przyszedł do ciebie lekarz i powiedział, że robi wszystko co w jego mocy, ale niestety twój czas dobiega końca. Zostały ci najwyżej dwa tygodnie życia. I właśnie za te dwa tygodnie kończysz szesnaście lat. Co za szczęście. Umrzesz w swoje urodziny jeśli nie wcześniej.
        Na razie dajesz radę. Minął jeden tydzień, teraz drugi. W końcu ten dzień. Twoje urodziny. Lekarze i pielęgniarki złożyły ci życzenia. Mama kupiła ci torta, twoi znajomi przekazali ci życzenia przez Skypa, bo nie mogą cię odwiedzać. Byłaś szczęśliwa. Też dlatego, że dziś umrzesz. W końcu odpoczniesz. W końcu poczujesz się dobrze.
            Nagle ktoś zapukał. Powiedziałaś „proszę”, cicho, ale na tyle głośno by ten ktoś usłyszał. Jednak to nie był ktoś, to były ktosie. Najpierw wszedł Liam, potem Louis, Harry, Niall i na końcu on, Zayn. Podeszli do ciebie i uśmiechnęli się.
- Wszystkiego najlepszego – powiedziała mama ze łzami w oczach.
- Wszystkiego najlepszego – powtórzyli chłopcy z uśmiechem.
                Zaczęły ci lecieć po policzkach łzy. Byli tu. Byli tu dla ciebie. Twoje marzenie się spełniło, zobaczyłaś ich. Chciałaś wyskoczyć z łóżka, zacząć skakać ze szczęścia, wyściskać ich. Ale nie mogłaś, nie miałaś siły. Pozostał ci tylko płacz szczęścia.
- W tym wyjątkowym dla ciebie dniu – zaczął Harry. – Chcielibyśmy ci życzyć dużo zdrowia i spełnienia marzeń, nasza droga [T.I.]
- Już się spełniło – powiedziałaś. – i to przed moją śmiercią.
- Jak to śmiercią? – zapytał Liam.
- Dzisiaj umieram, dzisiaj w końcu odpocznę, na wieczność.
- Nie [T.I.], nie możesz umrzeć. Musisz żyć, spełniać swoje marzenia – zaczął mówić z przejęciem Zayn.
- Zayn, ja już spełniłam swoje marzenie, największe marzenie. Spotkałam was. Nawet nie macie pojęcia ile dla mnie zrobiliście.
- Masz rację, nie mamy – powiedział smutno Niall.
- Utrzymaliście mnie przy życiu przez ten cały czas i dziękuję wam za to.
    Louis właśnie miał coś powiedzieć ale przerwał mu twój nagły atak kaszlu. Wiedziałaś, że to już zaraz. Musiałaś się streszczać.
- Chłopcy, pamiętajcie, że was kocham i zawsze będę kochać – powiedziałaś dusząc się. – Zayn, podejdź proszę.
Chłopak podszedł i usiadł na krześle obok. Ostatkiem sił wyciągnęłaś do niego rękę, a on ją złapał.
- Zayn, chcę żebyś wiedział – kaszel – że zawsze byłeś tym jedynym, utrzymywałeś mnie przy życiu – kaszel – kocham cię Zayn.
- Ja ciebie też kocham [T.I.] – powiedział Zayn ze łzami w oczach.
                 Kolejny atak kaszlu. Opadłaś na poduszkę. Wszyscy patrzyli na ciebie ze strachem. Wsłuchiwali się w twój oddech, ale jedynym co usłyszeli było długie piiiiiiiiiiiiiiiiiiiiip. Twoja mama wybiegła z sali pod doktora głośno szlochając. Zayn zaczął płakać wciąż trzymając twoja rękę. Pozostali chłopacy również zaczęli płakać. Wszyscy byli w szoku. Położyli na twoim łóżku róże, o których całkiem zapomnieli. Wszyscy płakali, ale ty byłaś w końcu szczęśliwa, w końcu wolna od bólu.


         Twoja dusza opuściła twoje ciało, dlatego to wszystko widziałaś. Smutno było ci umierać, ale dla chwili ulgi byłaś gotowa zrobić wszystko. Zobaczyłaś wrota do raju. Byłaś już w niebie i patrzałaś z góry na dalsze sukcesy chłopaków, którzy nagrali piosenkę dla ciebie. Opowiedzieli też twoją historię światu. Nigdy o tobie nie zapomnieli. Nie długo się z nimi spotkasz znowu. W niebie…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz