Jesteś
Directioner od czasów X-factora. Kochasz ich wszystkich. Płaczesz
razem z nimi, śmiejesz się razem z nimi. Jesteś z nich dumna, z
każdego ich zwycięstwa. Jesteś z nimi na co dzień. Ale nie ciałem
tylko sercem. Twoje ciało jest podłączone do aparatury w klinice w
szpitalu. Masz raka. Lekarze robią co mogą, by utrzymać cię przy
życiu, mówią ci, że wyjdziesz z tego. Ale ty wiesz, że nie
zostało ci wiele czasu. Umierasz z każdym mijającym dniem ze
strachem „ile jeszcze?”. „Ile jeszcze to będzie trwało?”.
Masz już dość. Nie masz już siły walczyć z tym rakiem. Chcesz
już zakończyć te męki. Choć na chwilę zamknąć oczy i nie czuć
tego bólu, który przeszywa twoje ciało, z każdą chwilą mocniej
i mocniej.
Jedyną
rzeczą która trzyma cię przy życiu jest miłość. Miłość do
niego. Do Zayna. To on cię trzyma przy życiu. Twoim największym
marzeniem jest pojechać na ich koncert i ich zobaczyć, wszystkich.
Chcesz im powiedzieć „cześć chłopaki, dziękuję wam za to co
dla mnie zrobiliście, że byliście ze mną i cały czas jesteście.
Kocham was”. Chcesz przytulić każdego z nich i dać im całusa w
policzek. Ale nie możesz, bo jesteś za słaba. Za słaba by nawet
podnieść rękę do góry. Twoja mama cały czas za ciebie do nich
tweetuje, ale nie odpowiadają.
Pewnego
dnia przyszedł do ciebie lekarz i powiedział, że robi wszystko co
w jego mocy, ale niestety twój czas dobiega końca. Zostały ci
najwyżej dwa tygodnie życia. I właśnie za te dwa tygodnie
kończysz szesnaście lat. Co za szczęście. Umrzesz w swoje
urodziny jeśli nie wcześniej.
Na
razie dajesz radę. Minął jeden tydzień, teraz drugi. W końcu ten
dzień. Twoje urodziny. Lekarze i pielęgniarki złożyły ci
życzenia. Mama kupiła ci torta, twoi znajomi przekazali ci życzenia
przez Skypa, bo nie mogą cię odwiedzać. Byłaś szczęśliwa. Też
dlatego, że dziś umrzesz. W końcu odpoczniesz. W końcu poczujesz
się dobrze.
Nagle
ktoś zapukał. Powiedziałaś „proszę”, cicho, ale na tyle
głośno by ten ktoś usłyszał. Jednak to nie był ktoś, to były
ktosie. Najpierw wszedł Liam, potem Louis, Harry, Niall i na końcu
on, Zayn. Podeszli do ciebie i uśmiechnęli się.
-
Wszystkiego najlepszego – powiedziała mama ze łzami w oczach.
-
Wszystkiego najlepszego – powtórzyli chłopcy z uśmiechem.
Zaczęły
ci lecieć po policzkach łzy. Byli tu. Byli tu dla ciebie. Twoje
marzenie się spełniło, zobaczyłaś ich. Chciałaś wyskoczyć z
łóżka, zacząć skakać ze szczęścia, wyściskać ich. Ale nie
mogłaś, nie miałaś siły. Pozostał ci tylko płacz szczęścia.
-
W tym wyjątkowym dla ciebie dniu – zaczął Harry. –
Chcielibyśmy ci życzyć dużo zdrowia i spełnienia marzeń, nasza
droga [T.I.]
-
Już się spełniło – powiedziałaś. – i to przed moją
śmiercią.
-
Jak to śmiercią? – zapytał Liam.
-
Dzisiaj umieram, dzisiaj w końcu odpocznę, na wieczność.
-
Nie [T.I.], nie możesz umrzeć. Musisz żyć, spełniać swoje
marzenia – zaczął mówić z przejęciem Zayn.
-
Zayn, ja już spełniłam swoje marzenie, największe marzenie.
Spotkałam was. Nawet nie macie pojęcia ile dla mnie zrobiliście.
-
Masz rację, nie mamy – powiedział smutno Niall.
-
Utrzymaliście mnie przy życiu przez ten cały czas i dziękuję wam
za to.
Louis
właśnie miał coś powiedzieć ale przerwał mu twój nagły atak
kaszlu. Wiedziałaś, że to już zaraz. Musiałaś się streszczać.
-
Chłopcy, pamiętajcie, że was kocham i zawsze będę kochać –
powiedziałaś dusząc się. – Zayn, podejdź proszę.
Chłopak
podszedł i usiadł na krześle obok. Ostatkiem sił wyciągnęłaś
do niego rękę, a on ją złapał.
-
Zayn, chcę żebyś wiedział – kaszel – że zawsze byłeś tym
jedynym, utrzymywałeś mnie przy życiu – kaszel – kocham cię
Zayn.
-
Ja ciebie też kocham [T.I.] – powiedział Zayn ze łzami w oczach.
Kolejny
atak kaszlu. Opadłaś na poduszkę. Wszyscy patrzyli na ciebie ze
strachem. Wsłuchiwali się w twój oddech, ale jedynym co usłyszeli
było długie piiiiiiiiiiiiiiiiiiiiip. Twoja mama wybiegła z sali
pod doktora głośno szlochając. Zayn zaczął płakać wciąż
trzymając twoja rękę. Pozostali chłopacy również zaczęli
płakać. Wszyscy byli w szoku. Położyli na twoim łóżku róże,
o których całkiem zapomnieli. Wszyscy płakali, ale ty byłaś w
końcu szczęśliwa, w końcu wolna od bólu.
Twoja
dusza opuściła twoje ciało, dlatego to wszystko widziałaś.
Smutno było ci umierać, ale dla chwili ulgi byłaś gotowa zrobić
wszystko. Zobaczyłaś wrota do raju. Byłaś już w niebie i
patrzałaś z góry na dalsze sukcesy chłopaków, którzy nagrali
piosenkę dla ciebie. Opowiedzieli też twoją historię światu.
Nigdy o tobie nie zapomnieli. Nie długo się z nimi spotkasz znowu.
W niebie…

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz