sobota, 18 stycznia 2014

believe me Harry...

    Dla mojej przyjaciółki Julii, która pomogła mi to stworzyć... kc Juleńka :*

      Jak co dzień przyszłam do pracy. Jestem kelnerką w uroczej kawiarence na uboczach Londynu. Właśnie dochodziła 12.00, gdy do kawiarenki wszedł pewien chłopak. Był wysoki i dobrze zbudowany, a na głowie miał urocze loczki. Gdy zdjął okulary zobaczyłam jego piękne, zielone oczy. Usiadł przy stoliku w samym rogu i zaczął czytać menu.
      - [T.I.] obsłuż stolik 12! - krzyknęła moja koleżanka.
      Rozejrzałam się, by znaleźć stolik 12. Znalazłam. Stolik w rogu, przy którym siedział "loczek". Chłopak podniósł wzrok znad menu i nasze spojrzenia się zetknęły. Wzdrygnęłam się, bo poczułam miłe mrowienie na karku. Ruszyłam w stronę stolika. Widziałam jak chłopak śledzi każdy mój ruch. Stanęłam przed nim i wypowiedziałam kelnerską formułkę:
      - Dzień dobry, czy mogę przyjąć zamówienie? - zapytałam.
      - Mhmm... - powiedział, przygryzając przy tym wargę. W moim brzuchu przeleciała chmara motylków. Czy on musi być taki seksowny? pomyślałam.
      - A więc, co podać - zapytałam z lekkim uśmiechem.
      - Poproszę espresso i  muffinkę - powiedział loczek z uwodzicielskim uśmiechem na twarzy.
     - Dobrze zaraz podam. Ja jestem [T.I.] i będę cię dziś obsługiwać - powiedziałam i już miałam odejść gdy on powiedział.
     - A ja jestem Harry - powiedział i puścił do mnie oczko.
      Odeszłam zarumieniona, by zrealizować zamówienie. zrobiłam espresso i położyłam muffinke na talerz, a to wszystko zaniosłam Harremu na tacy. Loczek cały czas się we mnie wpatrywał przez co nie mogłam się skupić na pracy. Przyniosłam chłopakowi rachunek i odeszłam by obsłużyć innych klientów. Po chwili wróciłam do chłopaka, by zabrać książeczkę z pieniędzmi. Harry wychodząc uśmiechnął się do mnie tajemniczo i po raz kolejny puścił oczko. Uniosłam lekko kąciki ust na pożegnanie i wróciłam do pracy. Otworzyłam książeczkę by wyjąć pieniądze i wpłacić je do kasy. Jednak oprócz gotówki była tam też karteczka na której było napisane schludnym pismem: "dzwoń kiedy chcesz i dziękuje za pyszną kawę, śliczna" pod spodem był zapisany ciąg cyferek. Po raz kolejny poczułam motylki w brzuchu.
      Po pracy zadzwoniłam do loczka. Ucieszył się, gdy dowiedział się, że to ja. Zaproponował mi kolację. Umówiliśmy się na 19.30. Ubrałam na siebie fioletową sukienkę i do tego pasujące szpilki. ułożyłam włosy i zrobiłam sobie lekki makijaż. Chłopak przyjechał po mnie punktualnie.
      Spędziliśmy cudowny wieczór. Harry podwiózł mnie do domu i odprowadził pod drzwi, a gdy się odwróciłam by mu podziękować za kolacje pocałował mnie namiętnie w usta. Byłam zaskoczona i odsunęłam się od niego. Dopiero po chwili zrozumiałam co chciał zrobić i zarzuciłam mu ręce na szyje kontynuując pocałunek. Było cudownie. Odsunęliśmy się od siebie łapiąc oddech.
       Już dwa miesiące jesteśmy razem. Każdą wolną chwilę próbujemy spędzać wspólnie. Układało nam się idealnie, ale było coś co Zakłucało nasze szczęście. Jeden kolega Harrego zauroczył się we mnie i robił wszystko by zepsuć nasz związek. Próbowałam powiedzieć o tym Harremu, ale on twierdził, ze mi się tylko tak wydaje.


        Pewnego dnia jak przyszłam do pracy, szef poprosił mnie do swojego gabinetu.
        - Czy coś się stało? - zapytałam niepewnie.
        - Przyszła odpowiedź w sprawie twojego kursu kulinarnego we Francji - powiedział.
        - I co? - zapytałam podekscytowana.
        - Dostałaś się!!! - wykrzyknął uradowany. - Samolot masz jutro rano - dodał i wręczył mi bilet na samolot i inne potrzebne papiery.
         Byłam taka podekscytowana. Na szczęście mogłam skończyć wcześniej pracę, by się spakować, więc pognałam do naszego wspólnego domu. Tam czekała na mnie kolejna niespodzianka, niestety nieprzyjemna. Harry siedział w salonie, widać było po jego zachowaniu, że coś go gryzie. Podeszłam do niego.
        - Czy coś się stało? - zapytałam zmartwiona.
        - Jak mogłaś mi to zrobić? Co ty w ogóle sobie wyobrażałaś? Z moim kumplem? Dlatego cały czas gadałaś, że on niszczy nasz związek, by do brać mu się do majtek, a potem wszystko zwalić na niego! Myślałem, że mnie kochasz!  Jesteś zwykłą dz***ą! - wykrzyczał i wyszedł trzaskając drzwiami.
          Rozpłakałam się. Zarzucił mi same kłamstwa, obraził mnie i jeszcze nie dał nic powiedzieć. Pobiegłam się pakować. Wzięłam szybko prysznic i położyłam się spać.
         Wstałam rano, była nie wyspana. Cały czas miałam w głowie słowa Harrego. Napisałam mu krótki list i zamówiłam taksówkę na lotnisko. W liście napisałam: "nie wiem o co ci wczoraj chodziło Harry, nigdy cię nie zdradziłam, ponieważ kocham tylko ciebie i tylko ty się liczysz. On powiedział to, by nas rozdzielić. Teraz to już nie ważne. Wyjeżdżam na kurs Kulinarny do Francji. Żegnaj, Harry i pamiętaj, że zawsze cę będę kochać. [T.I.]".
           Kurs trwa już dwa dni, jestem naprawdę szczęśliwa, ale wciąż myślę o Harrym. Właśnie mieliśmy wykład z profesorem kulinaryjny, gdy ktoś wparował na salę. Rozpoznałam w chłopaku Harrego. Wyrwał profesorowi mikrofon i odnalazł mnie wzrokiem. Dojrzałam na jego twarzy podbite oko.
          - [T.I.], przepraszam, ze tak się zachowałem i, że cię nie słuchałem przez ten cały czas. John (tak się nazywał ten chłopak) przyznał się, że kłamał. Byłem głupi, że mu uwierzyłem i nie dałem ci tego wyjaśnić. Przepraszam, czy dasz mi drugą szansę? - zapytał.
          Wstałam z mojego krzesełka i podbiegłam do niego. Pocałowałam go w usta i  szepnęłam do ucha:
           - Tak Harry...
           Od tamtej pory jesteśmy razem. John zniknął z naszego życia. Ja zakończyłam kurs i teraz prowadzę własną restaurację. Razem z Harrym oczekujemy naszego wspólnego dziecka i planujemy ślub.
                                           

no to mówcie co sądzicie, Jula jeszcze raz dzięki za pomoc i wenę i te twoje pomysły :)

przepraszam, że zachowałem się jak dupek - Zayn...

      Codziennie przyjeżdżał pod twoją szkołę i odbierał swoją młodszą siostrę Wali. Teraz przyjeżdża po ciebie. Jesteście już ze sobą pół roku. Zawsze po szkole jeździliście do ciebie lub do niego i pomagał ci odrabiać zadania domowe. Potem zawsze razem gdzieś wychodziliście, do kina, do parku, do wesołego miasteczka czy po prostu na zwykły shopping. Dziś było inaczej. Dziś były twoje urodziny, kończyłaś 18 lat. Jak zwykle przyjechał o ciebie punktualnie o 15.30. Pojechaliście do niego. Ty odrabiałaś lekcje, a on szykował coś do jedzenia. Zjedliście i pojechaliście do kina na jakąś komedię romantyczną. Potem poszliście do parku na spacer, była 23.00.
       - Mam coś dla Ciebie - powiedział i sięgnął do kieszeni. - Daj rękę.
       Wykonałaś jego polecenie. Mulat zapiął coś na twojej ręce zgrabnym ruchem. Spojrzałaś, by zobaczyć co to to jest. Śliczna, delikatna bransoletka z białego złota. Na dole zwisała zawieszka z kryształu w kształcie serca. Westchnęłaś z zachwytu.
        - Dziękuje - wyszeptałaś i pocałowałaś go w usta.
        Wróciliście do niego. Piliście alkohol. Było cudownie. To były twoje najlepsze urodziny.
                                               ***
        Obudziłaś się rano w łóżku. Nic na sobie nie miałaś. Rozejrzałaś się dookoła. Na podłodze leżały wasze ubrania. Ubrałaś bieliznę i koszulkę Mulata. Zeszłaś na dół. On siedział na kanapie i oglądał telewizję.
         - Hej kocie - mruknął.
         Zjedliście razem śniadanie i odwiózł cie do domu. Przez całe dwa tygodnie było normalnie. Jak zawsze. Aż do tego dnia. Obudziłaś się rano i miałaś zawroty głowy. Bolał cię brzuch i wymiotowałaś. Utrzymywało się to przez kilka dni. Twoja mama się wystraszyła i zabrała cię do lekarza. Zrobili ci badania. Czekałaś na wyniki w korytarzu. W końcu lekarz zawołał cię do gabinetu.
          - Masz już skończone 18 lat, więc sama możesz się dowiedzieć co ci jest.
         - Więc co to za choroba doktorze? Wyjdę z tego?
         - Nie jesteś chora tylko w ciąży.
         Tego się nie spodziewałaś. Nie wiedziałaś jak to jest możliwe.
         - Potrafi pan powiedzieć jak długo? - zapytałaś.
         - Biorąc pod uwagę objawy jakieś trzy tygodnie.
         Wyszłaś zszokowana z gabinetu. Nie wiedziałaś co robić ani co powiedzieć mamie.
          - I co? Co ci jest? - dopytywała się mama.
          - Nic takiego - powiedziałaś oschle. - Musze odpocząć.
          Nie miałaś zamiaru jej mówić co tak naprawdę ci jest. Musiałaś się wziąć w garść i zadzwonić do Malika. Umówiliście się, że przyjedzie po ciebie za pół godziny. I tak było.
           - Chodźmy się przejść. Musimy pogadać - rzuciłaś i ruszyłaś w stronę pobliskiego parku. Była słoneczna sobota.
           - O co chodzi? - zapytał zmartwiony.
           - Zayn, czy my w moje urodziny zrobiliśmy to?
           - Tak - odpowiedział.
           - Super! To możemy sobie pogratulować! - sarknęłaś.
           - Nie rozumiem.
           - Jestem w ciąży - powiedziałaś.
           - Co?!
           Był wkurzony. I to na maxa. Bałaś się go, bo nigdy taki nie był. Pokłóciliście się:
           - Jakim cudem?! - krzyczał.
           - Normalnym. Upiliśmy się i się stało!
           - To nie mogłaś się zabezpieczyć? Nie używasz pigułek?
           - A ty condomów?! To twoja wina!
           - Moja?! Ale z ciebie kretynka!
           - A z ciebie frajerski dupek! - krzyknęłam i pobiegłam do domu.
           Wasz związek przestał istnieć. Nie było już was. Był tylko on i ty, osobno. Od waszej kłótni minęły już dwa tygodnie. Nie odzywaliście się do siebie. Nawet nie patrzyliście na siebie, gdy przyjeżdżał po Wali do szkoły. To był już koniec, definitywnie.
                                               ***
           Siedziałaś w domu, twoja mama już wiedziała o ciąży. Oglądałaś telewizję i obżerałaś się czekoladą, gdy ktoś zadzwonił do drzwi. Usłyszałaś jak mama krzyczy, że otworzy a po chwili, ktoś zapukał do twojego pokoju. Podniosłaś wzrok. W drzwiach stał on z bukietem kwiatów. Udałaś obojętność i na nowo wlepiłaś wzrok w telewizję.
           - [T.I.] proszę porozmawiajmy - powiedział wyłączając telewizję.
           - Oglądałam to - powiedziałaś oskarżycielskim głosem.
           - Proszę cię, to dla mnie naprawdę ważne - powiedział ignorując moją uwagę.
           - Co?
           - Przepraszam za to w parku i za to jak cię nazwałem. Miałaś rację, to ja powinienem się zabezpieczyć. Przepraszam, a jeżeli chodzi o dziecko...
           - Nie martw się. W akcie urodzenia podam "ojciec nieznany". tak samo nie musisz mi płacić alimentów, jakoś sobie poradzę - powiedziałaś szybko.
           - Nie chcę, żeby ojciec był nieznany. Chcę, żeby nasze dziecko nosiło moje nazwisko, tak samo jak ty - powiedział i klęknął przed tobą. Zamurowało cię.
           - Zayn? Co ty robisz?
           - [T. I. i N.] czy uczynisz mi ten zaszczyt i wyjdziesz za mnie? - zapytał z uwielbieniem w oczach.
           - Tak, głuptasie - powiedziałaś ze łzami w oczach i rzuciłaś mu się na szyję. Złączyliście usta w pocałunku.
***
           Po ośmiu miesiącach urodziła wam się śliczna córeczka, którą nazwaliście Rosemarry, a miesiąc później wzięliście ślub. Teraz żyjecie długo i szczęśliwie.
                               

no to teraz "malikowa" mówi komentujcie proszę... :)

piątek, 17 stycznia 2014

smutas... :'(

Jesteś Directioner od czasów X-factora. Kochasz ich wszystkich. Płaczesz razem z nimi, śmiejesz się razem z nimi. Jesteś z nich dumna, z każdego ich zwycięstwa. Jesteś z nimi na co dzień. Ale nie ciałem tylko sercem. Twoje ciało jest podłączone do aparatury w klinice w szpitalu. Masz raka. Lekarze robią co mogą, by utrzymać cię przy życiu, mówią ci, że wyjdziesz z tego. Ale ty wiesz, że nie zostało ci wiele czasu. Umierasz z każdym mijającym dniem ze strachem „ile jeszcze?”. „Ile jeszcze to będzie trwało?”. Masz już dość. Nie masz już siły walczyć z tym rakiem. Chcesz już zakończyć te męki. Choć na chwilę zamknąć oczy i nie czuć tego bólu, który przeszywa twoje ciało, z każdą chwilą mocniej i mocniej.
            Jedyną rzeczą która trzyma cię przy życiu jest miłość. Miłość do niego. Do Zayna. To on cię trzyma przy życiu. Twoim największym marzeniem jest pojechać na ich koncert i ich zobaczyć, wszystkich. Chcesz im powiedzieć „cześć chłopaki, dziękuję wam za to co dla mnie zrobiliście, że byliście ze mną i cały czas jesteście. Kocham was”. Chcesz przytulić każdego z nich i dać im całusa w policzek. Ale nie możesz, bo jesteś za słaba. Za słaba by nawet podnieść rękę do góry. Twoja mama cały czas za ciebie do nich tweetuje, ale nie odpowiadają.
            Pewnego dnia przyszedł do ciebie lekarz i powiedział, że robi wszystko co w jego mocy, ale niestety twój czas dobiega końca. Zostały ci najwyżej dwa tygodnie życia. I właśnie za te dwa tygodnie kończysz szesnaście lat. Co za szczęście. Umrzesz w swoje urodziny jeśli nie wcześniej.
        Na razie dajesz radę. Minął jeden tydzień, teraz drugi. W końcu ten dzień. Twoje urodziny. Lekarze i pielęgniarki złożyły ci życzenia. Mama kupiła ci torta, twoi znajomi przekazali ci życzenia przez Skypa, bo nie mogą cię odwiedzać. Byłaś szczęśliwa. Też dlatego, że dziś umrzesz. W końcu odpoczniesz. W końcu poczujesz się dobrze.
            Nagle ktoś zapukał. Powiedziałaś „proszę”, cicho, ale na tyle głośno by ten ktoś usłyszał. Jednak to nie był ktoś, to były ktosie. Najpierw wszedł Liam, potem Louis, Harry, Niall i na końcu on, Zayn. Podeszli do ciebie i uśmiechnęli się.
- Wszystkiego najlepszego – powiedziała mama ze łzami w oczach.
- Wszystkiego najlepszego – powtórzyli chłopcy z uśmiechem.
                Zaczęły ci lecieć po policzkach łzy. Byli tu. Byli tu dla ciebie. Twoje marzenie się spełniło, zobaczyłaś ich. Chciałaś wyskoczyć z łóżka, zacząć skakać ze szczęścia, wyściskać ich. Ale nie mogłaś, nie miałaś siły. Pozostał ci tylko płacz szczęścia.
- W tym wyjątkowym dla ciebie dniu – zaczął Harry. – Chcielibyśmy ci życzyć dużo zdrowia i spełnienia marzeń, nasza droga [T.I.]
- Już się spełniło – powiedziałaś. – i to przed moją śmiercią.
- Jak to śmiercią? – zapytał Liam.
- Dzisiaj umieram, dzisiaj w końcu odpocznę, na wieczność.
- Nie [T.I.], nie możesz umrzeć. Musisz żyć, spełniać swoje marzenia – zaczął mówić z przejęciem Zayn.
- Zayn, ja już spełniłam swoje marzenie, największe marzenie. Spotkałam was. Nawet nie macie pojęcia ile dla mnie zrobiliście.
- Masz rację, nie mamy – powiedział smutno Niall.
- Utrzymaliście mnie przy życiu przez ten cały czas i dziękuję wam za to.
    Louis właśnie miał coś powiedzieć ale przerwał mu twój nagły atak kaszlu. Wiedziałaś, że to już zaraz. Musiałaś się streszczać.
- Chłopcy, pamiętajcie, że was kocham i zawsze będę kochać – powiedziałaś dusząc się. – Zayn, podejdź proszę.
Chłopak podszedł i usiadł na krześle obok. Ostatkiem sił wyciągnęłaś do niego rękę, a on ją złapał.
- Zayn, chcę żebyś wiedział – kaszel – że zawsze byłeś tym jedynym, utrzymywałeś mnie przy życiu – kaszel – kocham cię Zayn.
- Ja ciebie też kocham [T.I.] – powiedział Zayn ze łzami w oczach.
                 Kolejny atak kaszlu. Opadłaś na poduszkę. Wszyscy patrzyli na ciebie ze strachem. Wsłuchiwali się w twój oddech, ale jedynym co usłyszeli było długie piiiiiiiiiiiiiiiiiiiiip. Twoja mama wybiegła z sali pod doktora głośno szlochając. Zayn zaczął płakać wciąż trzymając twoja rękę. Pozostali chłopacy również zaczęli płakać. Wszyscy byli w szoku. Położyli na twoim łóżku róże, o których całkiem zapomnieli. Wszyscy płakali, ale ty byłaś w końcu szczęśliwa, w końcu wolna od bólu.


         Twoja dusza opuściła twoje ciało, dlatego to wszystko widziałaś. Smutno było ci umierać, ale dla chwili ulgi byłaś gotowa zrobić wszystko. Zobaczyłaś wrota do raju. Byłaś już w niebie i patrzałaś z góry na dalsze sukcesy chłopaków, którzy nagrali piosenkę dla ciebie. Opowiedzieli też twoją historię światu. Nigdy o tobie nie zapomnieli. Nie długo się z nimi spotkasz znowu. W niebie…