wtorek, 25 lutego 2014

Romantyczny/ smutny z Zaynem... (cz. 3)

Z: [T. I.], to naprawdę ty? - zapytał z niedowierzeniem w głosie.
J: Tak Zayn, to ja.
Z i Ja: Przepraszam – powiedzieliśmy jednocześnie.
Zapadła niezręczna „cisza” (między nami, bo muzyka nadal grała). Chciałam się odezwać ale on mnie ubiegł.
Z: [T. I.]. Ja naprawdę bardzo cię przepra... - nie skończył, bo mu przerwałam.
J: Zayn, przestań. Ktoś wrzucił ci ekstazę i ci odbiło, ale się przyznałeś. To ja cię powinnam przeprosić za to, że się tak samolubnie zachowałam. Uznałam, że będzie ci lepiej beze mnie. Nie musiałbyś się ograniczać we wszystkim, ponieważ gdzieś w innym kraju czeka na ciebie dziewczyna. Ja bym też się nie martwiła o to co robisz. Pomyślałam, że tak będzie lepiej dla nas. Przepraszam, że byłam taka samolubna. Mam nadzieję, że kiedyś zdołasz mi wybaczyć – powiedziałam ze łzami w oczach.
          Poczułam jak obejmują mnie silne ramiona. To były jego ramiona. Zawsze rozpoznam ten czuły uścisk. Rozluźniłam się w jego objęciach. Tak bardzo za tym tęskniłam.
Z: Już ci wybaczyłem – powiedział z uczuciem w oczach, którego dawno nie widziałam.
          Ujął moją twarz w dłonie i złożył na moich ustach delikatny pocałunek, którym zawsze mnie witał po rozstaniu. Spojrzał w moje oczy i na nowo wpił się w moje usta, tyle że z większą namiętnością. Oderwaliśmy się od siebie łapiąc oddech.
Li: Nareszcie – powiedział i przytulił nas obojga.
          Reszta chłopaków też się na nas rzuciła z uściskiem. Zostaliśmy przez nich zgnieceni, ale i tak byliśmy szczęśliwi. W końcu odzyskaliśmy siebie. To było teraz najważniejsze.
          Zobaczyłam błysk w oczach Zayna. Już wiedziałam, że coś kombinuje. Nie myliłam się. Złapał mnie za rękę i przecisnął się przez chłopaków, ciągnąc mnie za sobą. Wylądowaliśmy na środku parkietu. Nie wiem jak on to zrobił, ale akurat wyczuł moment, w którym DJ puścił muzykę do wolnego. Zayn uchwycił moją rękę w swoją, a drugą dłoń położył na mojej talii, przyciągając mnie tym samym do siebie. Położyłam moją rękę na jego ramieniu i już po chwili sunęliśmy w tańcu.
Z: Zmieniłaś kolor włosów? - zapytał uwodzicielskim głosem, którego dawno nie słyszałam.
J: Nom.
Z: Podoba mi się i to bardzo – powiedział mi prosto do ucha.
         Przeszły mnie przyjemne ciarki po karku. Poczułam się tak jak dawniej, w moim miłym kokonie. Zayn zakręcił mną. Był takim świetnym tancerzem.
Z: Zabawmy się tak jak dawniej! Co ty na to? - zaproponował.
         Od razu przypomniały mi się nasze wspólne imprezy sprzed lat. Zawsze razem szaleliśmy na maxa. Nie mogłam zaprzepaścić takiej okazji. Pokiwałam ochoczo głową i się zaczęło...
Bawiliśmy się jak zawsze na całego. Tak jakbyśmy nigdy nie przestali tego robić. Te półtora roku rozstania nie miało już znaczenia. Alkohol, głośna muzyka, rozmowy i śmiechy zrobiły swoje. Totalnie odpłynęliśmy.
* Oczami Zayn'a *
           Złożyłem na jej ustach pocałunek. Były słodkie jak zawsze. Zatęskniłem za tym smakiem. Pożądanie wzięło w górę. Wpiłem się w jej usta z namiętnością. Gdy się od siebie oderwaliśmy, chłopaki rzucili się na nas z uśmiechami na twarzach. Pociągnąłem ją na parkiet.
          Tańcząc z nią przypomniały mi się nasze wspólne wygłupy na parkiecie. Tak się cieszyłem, że znowu mam ją w objęciach. Miałem ochotę zaszaleć z nią jak dawniej. Zaproponowałem, a ona się zgodziła. I zaszaleliśmy...
***
* Moimi Oczami *
             Obudziłam się rano w obcym pokoju.

jak będzie 5 komentarzy dodam dalej ;)
~ malikowa ~

środa, 19 lutego 2014

Romantyczny/smutny z Zayn'em... (cz. 2)

...Nie zwróciłam uwagi, gdy ktoś do nas podszedł.
Niall: Witam ślicznotki !
Jess: No heej ! - powiedziała i zaczęła się śmiać.
       Przyjrzałam się chłopakowi. Od razu go rozpoznałam.
Ja: Niall !?
N: [T. I.] ? To ty?!
J: Tak, pamiętasz mnie jeszcze?
N: Oczywiście, że tak! Jak mógłbym zapomnieć? Ale tęskniłem! - uścisnął mnie.
J: Ja tez – odpowiedziałam wtulając się w niego.
N: Zmieniłaś kolor włosów? Dlaczego? To znaczy dobrze ci w nim, ale w tamtym było lepiej. Więc czemu?
J: Nie wiem, tak jakoś. Potrzebowałam zmiany i oto jestem!
N: Dobra śliczna! Samolubny jestem tylko jeśli chodzi o jedzenie, ale w twoim przypadku... Chodź ze mną do chłopaków, wszyscy tęskniliśmy!
J: Jesteście tu wszyscy?
N: Tak, mieliśmy koncert niedaleko i przyjechaliśmy na imprę do najbliższego klubu. Chodź!
J: Nie wiem czy to dobry pomysł...
N: Choć na chwilę... - posmutniał. - Zayn pewnie kopci przed wejściem, więc małe są szanse żebyś go spotkała.
J: No dobra.
         Chłopak pociągnął mnie za sobą, a ja chciałam pociągnąć Jess, ale ona wyrwała mi się ze śmiechem. Wolała pić drinka. Trudno. Dojrzałam małą grupkę trzech chłopaków, dobrze mi znanych.
Harry: Cały czas tylko pali.
Louis: Unika wszystkich i chodzi przybity.
Liam: Musimy znaleźć jakieś rozwiązanie, bo już nie mogę go znieść takiego.
Ja: Kogo nie możesz znieść i jakie rozwiązanie?
H, L, Li : [T. I.] ?!?
J: Hej chłopaki – uśmiechnęłam się.
H, L, Li: Heeej! - rzucili się na mnie.
J: Ja też tęskniłam – wydusiłam.
H: Co tam u ciebie?
L: Czemu się nie odzywałaś?
Li: Wiesz jak tęskniliśmy?
H: Zmieniłaś kolor włosów?
Li: Co ty tu w ogóle robisz?
J: Po kolei! U mnie dobrze, nie odzywałam się, bo miałam powody, nie wiem jak tęskniliście, tak, zmieniłam kolor włosów i mieszkam tu – powiedziałam na jednym wydechu.
Li: Łoł! Ale mogłaś czasem zadzwonić!
J: Mogłam, ale tego nie zrobiłam. Teraz wy odpowiadacie. Co tam u was? Kogo nie mozecie znieść i jakie rozwiązanie musicie znaleźć?
H: U nas dobrze.
L: Jakoś leci...
Li: Po staremu...
J: Chłopaki !?!
Li: Chodzi o Zayna. Martwimy się o niego. Po tym jak odeszłaś, sfiksował totalnie. Na początku było najgorzej. Pierwszy miesiąc to było piekło. Cały czas pił, palił, zamykał się w pokoju, płakał i użalał się nad sobą całymi godzinami. Potem wziął się w garść, zaczął cię szukać. Obdzwonił wszystkich twoich znajomych i rodzinę. Ale mu się nie udało i tak jakby się poddał. Wtedy totalnie zamknął się w sobie. Oczywiście na koncertach, w wywiadach i różnych galach uśmiecha się. Udaje, że wszystko jest okej. Ale gdy tylko wracamy do domu albo kończymy pracę, na nowo zamyka się w sobie. Teraz często godzinami płacze, bierze Jacka Danielsa, pali, pije i użala się nad sobą. Czemu go tak właściwie zostawiłaś? On naprawdę nie chciał cię zdradzić i żałuje tego.
H: Do tego był po ekstazie.
J: Uznałam, że tak będzie lepiej dla nas obojga. Może postąpiłam samolubnie, wiem.
L: Nie obwiniamy cię. Nie wiemy dokładnie jaki był wasz związek. Ale wyjaśnij nam chociaż, dlaczego uznałaś odejście za dobre wyjście?
J: Louis, nie znasz tego uczucia, gdy siedzisz w domu przez ponad pół roku i czekasz na ukochanego, który koncertuje nie wiadomo gdzie. Robi nie wiadomo co. Wiesz jak ja się martwiłam przez ten cały czas? To było nie do zniesienia. Uznałam, że jemu tez było by tak łatwiej, ponieważ nie musiałby się przejmować tym, że musi się ograniczać, bo w innym kraju czeka na niego dziewczyna. Ja nadal go kocham i za nim tęsknię. Nigdy nie przestałam.
Li: Z nim jest tak samo. Do tej pory nikogo nie znalazł.
J: Idę po drinka i zaraz wracam.
     Wymówka, by móc na chwilę pomyśleć. Czy to możliwe, że jeszcze o mnie nie zapomniał? Nie mam pojęcia. Wprawdzie, nigdzie nie słyszałam i nie widziałam, żeby kogoś znalazł. Media nic nie donosiły... Gdyby inni widzieli jak ja cierpiałam, po tym gdy go zostawiłam. Może Jess widziała, ale nic nie mówiła. Podeszłam do miejsca, gdzie się z nią rozstałam. Nie było jej. Barman, który nas obsługiwał. Uśmiechnął się do mnie i powiedział:
B: Twoja koleżanka kazała ci przekazać, że poszła, bo była jest już zmęczona i prosiła o przekazanie   ci tego – wyciągnął mojego drinka zza lady. - Nikt nic nie wsypał, pilnowałem.
J: Dzięki – uśmiechnęłam się do niego i wzięłam napój.
       Dobrze go znałam, więc mu ufałam. Nigdy nas nie zawiódł. Ruszyłam z powrotem do chłopaków.
* Oczami Zayna *
        Dym tytoniowy pozwolił mi się uspokoić, chociaż się nie zdenerwowałem, ani nic takiego. Po prostu poczułem się lepiej. Pamiętam jak kiedyś razem paliliśmy. Przed oczami stanęły mi obrazy jej palącej. Jej usta, gdy wypuszczała dym... Dobra, wracam do klubu, by chłopaki się nie martwili. Gdy podszedłem do nich o czymś dyskutowali, ale ucichli szybko gdy mnie zobaczyli. Postanowiłem, że będę się zachowywać normalnie. Wiem, że muszę o niej zapomnieć, choć będzie trudno, spróbuję.
Z: I co tam Niall? Udało ci się wyrwać te blondynę?
N: Można tak powiedzieć – powiedział z tajemniczą miną.
Z: O co chodzi? - zapytałem zbity z tropu.
N: Tak jakby jest zajęta. A ty kogoś upatrzyłeś?
        W tej chwili podeszła ta blondynka z drinkiem w dłoni. Szybko spuściła głowę tak, że grzywka przykryła jej twarz.
* Moimi Oczami *
          Podeszłam do chłopaków. On już tam był. Chciałam się odwrócić i odejść, ale było już za późno. Spuściłam tylko głowę tak, by grzywka zasłoniła mi twarz.
* Oczami Zayna *
Z: Nie, nie mogę. W każdej dziewczynie szukam czegoś z niej. Zresztą, gdy odchodziła obiecałem jej, że nigdy więcej jej nie zdradzę – odpowiedziałem Niallowi.
Blondynka: Czyli mimo że nie jesteś już z tą dziewczyną, nie potrafisz się zakochać w kimś innym? - zapytała. Głos dziewczyny przypominał mi jej głos.
Z: Jak już mówiłem, obiecałem jej, że już nigdy więcej jej nie zdradzę. Ja nadal z nią jestem, mimo że ona ze mną już nie. Więc gdybym teraz się zakochał, byłaby to zdrada.
B: Cały czas ją kochasz? - zadała kolejne pytanie. Jej głos wywoływał u mnie przyjemne ciarki.
Z: Tak i nigdy nie przestanę – powiedziałem akcentując każde słowo. - Chciałbym, żeby jej uczucia były takie same.
B: I są. Ponieważ nigdy nie przestała cię kochać – powiedziała i podniosła głowę do góry patrząc mi prosto w oczy.
          W jednej chwili zrozumiałem kto przede mną stoi.
* Moimi Oczami *
           Podniosłam wzrok i spojrzałam w jego piękne oczy. Wiedziałam, że już mnie rozpoznał. Dopiero teraz, stojąc z nim twarzą w twarz, zrozumiałam jak bardzo za nim tęskniłam.

Z: [T. I.], to naprawdę ty? - zapytał z niedowierzeniem w głosie.

i jak myślicie jaka będzie jej reakcja?
~malikowa~

Romantyczny/smutny z Zayn'em... (cz. 1)

      W końcu wrócił z trasy. Tak bardzo za nim tęskniłam. Spędzaliśmy ze sobą cały czas. Jednak on był jakiś inny. Był spięty, jakby coś go dręczyło. Jednego dnia umówił się ze swoimi starymi kumplami i poszedł z nimi do pubu. Ja w tym czasie ogarniałam mieszkanie.
       Gdy wrócił, siedziałam przy stole i czytałam jakiś magazyn modowy popijając gorącą czekoladę. Usiadł obok mnie.
Zayn: Musze ci coś powiedzieć – odezwał się smutnym głosem.
Ja: Słucham – powiedziałam odkładając gazetę.
Z: Wiesz, że jesteś i zawsze będziesz najważniejszą osobą w moim życiu, tą jedyną?
J: Tak mi mówisz.
Z: Tak właśnie jest i to się nie zmieni...
J: Ale...?
Z: … Zdradziłem cię – powiedział po długiej chwili milczenia. - Ja.. Ja nie chciałem, to nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Tylko ty się liczysz.
J: Kiedy to było?
Z: Jakiś miesiąc temu, podczas trasy. Byliśmy na imprezie i trochę wypiłem. Potem ktoś mi wrzucił ekstazę no i się stało.
       Westchnęłam i poszłam na górę do sypialni. Po chwili wszedł zdziwiony Zayn. Ja siedziałam na łóżku i myślałam o tym co właśnie mi powiedział.
Z: Nie jesteś zła? Nie krzyczysz? Nie wyzwiesz mnie od świń i innych?
J: A co to zmieni? Co to da, że wybuchnę agresją? Tak, jestem zła. Tak, jesteś świnią – wstałam i zaczęłam pakować moje rzeczy.
Z: Co robisz? - zapytał.
J: To co widzisz. Pakuję się i wyprowadzam.
Z: I dokąd pójdziesz?
J: To już nie twoja sprawa.
Z: Zostań proszę cię. Wiesz, że cię kocham. Obiecuję, że to się nie powtórzy, nigdy.
J: Wiem, że to się nie powtórzy. Bo już nie jesteśmy razem.
      Wrzuciłam moją walizkę do samochodu i usiadłam za kierownicą. Właśnie odpalałam silnik, gdy Zayn stanął tak, że mogłabym go potrącić.
Z: [Twoje Imię], proszę cię zostań. Daj mi szanse.
J: Odsuń się, Zayn!
       Chłopak odsunął się, a ja opuściłam nasz podjazd. Dobrze, że miałam własny samochód, bo przynajmniej nie byłam od nikogo zależna, a szczególnie od niego.
        Jechałam autostradą, jak na złość zaczęło padać. Zatrzymałam się na stacji po kawę. Zaczęłam płakać. Siedziałam w samochodzie i płakałam. Neony stacji dawały poświatę tej scenie. Czułam jak wychodzą ze mnie wszystkie emocje. Złość, ból, nienawiść, żal... Wszystko po kolei. Stop! Musiałam skończyć użalać się nad sobą. Włączyłam moje ulubione radio i dałam na maxa. Z torebki wyciągnęłam papierosa i zapaliłam go. To pozwoliło mi się uspokoić. W radiu właśnie leciało „Moments”, ich piosenka. Piosenka One Direction. Lubiłam ją bardzo, ale nigdy nie zastanawiałam się szczególnie nad jej przekazem. Tym razem wsłuchałam się w słowa. A najbardziej w jego solówkę:
„Flashing lights in my mind,
Going back to the time
Playing Games in the street
Kicking balls with my feet
Dancing on with my toes
Standing close to the edge
There's a part of my clothes
At the end of your bed
As I feel myself fall
Make a joke of it all”
        Na nowo napłynęły mi łzy do oczu. Wytarłam je szybko rękami. Wyrzuciłam papierosa i wyciągnęłam telefon z kieszeni mojej czarnej skóry, którą dostałam od niego. Kochałam ją i nadal kocham. Choćby nie wiem co nie wyrzucę jej z jego powodu.
       Wybrałam numer mojej najlepszej przyjaciółki, Jess. Jak zawsze odebrała po dwóch sygnałach. Powiedziałam, jej, że odeszłam od Zayna, ale nie wyjaśniłam dlaczego. Jess zaoferowała mi pomoc, powiedziała, że mam do niej przyjechać. Więc pojechałam. Po dwóch godzinach byłam już u niej.
Jess miała duży dom jak na jedną osobę. Siedziałyśmy w salonie i piłyśmy czekoladę. Opowiedziałam jej o wszystkim, a ona ani razu mi nie przerwała. Przytuliła mnie na koniec. Gadałyśmy jeszcze przez cały wieczór, aż obie usnęłyśmy.
       Po paru dniach pojechałam do Malika po resztę moich rzeczy. Przez cały ten czas dzwonił do mnie i wysyłał smsy. Gdy byłam u niego, prosił bym została, żebym dała mu jeszcze jedną szansę. Udawałam, że go nie słyszę, tak było najłatwiej.
       Oczywiście Mediom wystarczyło te kilka dni, by wiedzieć co się święci. Prasa, telewizja i internet huczały od tego. Wszędzie były nagłówki „ Zayn Malik z One Direction i [T.I.] nie są już razem!” albo „Nasza ulubiona para już nie istnieje!”. Było też pełno naszych wspólnych zdjęć, z różnych gal, zwykłych wypadów na miasto czy po prostu sweetek, które wrzucaliśmy do neta. Miesiąc później pojawiały się zdjęcia Zayna, przybitego. Pisali, że Malik załamał się po rozstaniu, a ja przepadałam jak kamień w wodę.

* półtora roku później *
      Cały czas mieszkam u Jess, znalazłam prace i wiodłam normalne życie w małym, ale uroczym miasteczku. On chyba też. Wiem, że mnie szukał, że chciał się ze mną skontaktować. Nie znalazła mnie, nie dodzwonił się do mnie. Wydaje mi się, że nawet gdyby przeszedł obok, to by mnie nie rozpoznał. Zmieniłam fryzurę i kolor włosów. Zawsze miałam w odcieniu brązu, a teraz mam blond.
Jednego dnia poszłyśmy z Jess na imprezkę. Potańczyłyśmy trochę, a potem usiadłyśmy przy barze, by napić się drinka. Świetnie się bawiłyśmy.
* Oczami Zayna *
        Cały czas za nią tęsknię. Nie widzę życia bez niej. Ona była dla mnie wszystkim. Jej zapach moim tlenem, jej śmiech moją rozrywką. Jej widok... Bez niej jestem tylko wrakiem człowieka.
Na koncertach i wywiadach staram się zachowywać normalnie, jak gdyby nigdy nic. Ale chłopaki co tak naprawdę czuję. Mimo, że się śmieje, to jestem smutny, bo nie śmieję się razem z nią. Chłopaki wyciągnęli mnie na jakąś imprezę. Postanowiłem się trochę rozerwać, chociaż wiedziałem, że nic z tego nie wyjdzie.
         W klubie było dużo lasek, ale jakoś żadne nie przykuła mojej uwagi. Niall natomiast wypatrzył sobie roześmianą blondynkę siedzącą przy barze z przyjaciółką. Ruszył w jej stronę.
Z: Idę na zewnątrz, zajarać – krzyknąłem do chłopaków i wyszedłem przed klub.
* Moimi Oczami *

       Cały czas się śmiałyśmy nawet nie wiedziałam już z czego. Tak świetnie się nie bawiłam od dłuższego czasu. Nie zwróciłam uwagi, gdy ktoś do nas podszedł...

No i jak myślicie, kto do nich podszedł? hehe...
malikowa :)

sobota, 18 stycznia 2014

believe me Harry...

    Dla mojej przyjaciółki Julii, która pomogła mi to stworzyć... kc Juleńka :*

      Jak co dzień przyszłam do pracy. Jestem kelnerką w uroczej kawiarence na uboczach Londynu. Właśnie dochodziła 12.00, gdy do kawiarenki wszedł pewien chłopak. Był wysoki i dobrze zbudowany, a na głowie miał urocze loczki. Gdy zdjął okulary zobaczyłam jego piękne, zielone oczy. Usiadł przy stoliku w samym rogu i zaczął czytać menu.
      - [T.I.] obsłuż stolik 12! - krzyknęła moja koleżanka.
      Rozejrzałam się, by znaleźć stolik 12. Znalazłam. Stolik w rogu, przy którym siedział "loczek". Chłopak podniósł wzrok znad menu i nasze spojrzenia się zetknęły. Wzdrygnęłam się, bo poczułam miłe mrowienie na karku. Ruszyłam w stronę stolika. Widziałam jak chłopak śledzi każdy mój ruch. Stanęłam przed nim i wypowiedziałam kelnerską formułkę:
      - Dzień dobry, czy mogę przyjąć zamówienie? - zapytałam.
      - Mhmm... - powiedział, przygryzając przy tym wargę. W moim brzuchu przeleciała chmara motylków. Czy on musi być taki seksowny? pomyślałam.
      - A więc, co podać - zapytałam z lekkim uśmiechem.
      - Poproszę espresso i  muffinkę - powiedział loczek z uwodzicielskim uśmiechem na twarzy.
     - Dobrze zaraz podam. Ja jestem [T.I.] i będę cię dziś obsługiwać - powiedziałam i już miałam odejść gdy on powiedział.
     - A ja jestem Harry - powiedział i puścił do mnie oczko.
      Odeszłam zarumieniona, by zrealizować zamówienie. zrobiłam espresso i położyłam muffinke na talerz, a to wszystko zaniosłam Harremu na tacy. Loczek cały czas się we mnie wpatrywał przez co nie mogłam się skupić na pracy. Przyniosłam chłopakowi rachunek i odeszłam by obsłużyć innych klientów. Po chwili wróciłam do chłopaka, by zabrać książeczkę z pieniędzmi. Harry wychodząc uśmiechnął się do mnie tajemniczo i po raz kolejny puścił oczko. Uniosłam lekko kąciki ust na pożegnanie i wróciłam do pracy. Otworzyłam książeczkę by wyjąć pieniądze i wpłacić je do kasy. Jednak oprócz gotówki była tam też karteczka na której było napisane schludnym pismem: "dzwoń kiedy chcesz i dziękuje za pyszną kawę, śliczna" pod spodem był zapisany ciąg cyferek. Po raz kolejny poczułam motylki w brzuchu.
      Po pracy zadzwoniłam do loczka. Ucieszył się, gdy dowiedział się, że to ja. Zaproponował mi kolację. Umówiliśmy się na 19.30. Ubrałam na siebie fioletową sukienkę i do tego pasujące szpilki. ułożyłam włosy i zrobiłam sobie lekki makijaż. Chłopak przyjechał po mnie punktualnie.
      Spędziliśmy cudowny wieczór. Harry podwiózł mnie do domu i odprowadził pod drzwi, a gdy się odwróciłam by mu podziękować za kolacje pocałował mnie namiętnie w usta. Byłam zaskoczona i odsunęłam się od niego. Dopiero po chwili zrozumiałam co chciał zrobić i zarzuciłam mu ręce na szyje kontynuując pocałunek. Było cudownie. Odsunęliśmy się od siebie łapiąc oddech.
       Już dwa miesiące jesteśmy razem. Każdą wolną chwilę próbujemy spędzać wspólnie. Układało nam się idealnie, ale było coś co Zakłucało nasze szczęście. Jeden kolega Harrego zauroczył się we mnie i robił wszystko by zepsuć nasz związek. Próbowałam powiedzieć o tym Harremu, ale on twierdził, ze mi się tylko tak wydaje.


        Pewnego dnia jak przyszłam do pracy, szef poprosił mnie do swojego gabinetu.
        - Czy coś się stało? - zapytałam niepewnie.
        - Przyszła odpowiedź w sprawie twojego kursu kulinarnego we Francji - powiedział.
        - I co? - zapytałam podekscytowana.
        - Dostałaś się!!! - wykrzyknął uradowany. - Samolot masz jutro rano - dodał i wręczył mi bilet na samolot i inne potrzebne papiery.
         Byłam taka podekscytowana. Na szczęście mogłam skończyć wcześniej pracę, by się spakować, więc pognałam do naszego wspólnego domu. Tam czekała na mnie kolejna niespodzianka, niestety nieprzyjemna. Harry siedział w salonie, widać było po jego zachowaniu, że coś go gryzie. Podeszłam do niego.
        - Czy coś się stało? - zapytałam zmartwiona.
        - Jak mogłaś mi to zrobić? Co ty w ogóle sobie wyobrażałaś? Z moim kumplem? Dlatego cały czas gadałaś, że on niszczy nasz związek, by do brać mu się do majtek, a potem wszystko zwalić na niego! Myślałem, że mnie kochasz!  Jesteś zwykłą dz***ą! - wykrzyczał i wyszedł trzaskając drzwiami.
          Rozpłakałam się. Zarzucił mi same kłamstwa, obraził mnie i jeszcze nie dał nic powiedzieć. Pobiegłam się pakować. Wzięłam szybko prysznic i położyłam się spać.
         Wstałam rano, była nie wyspana. Cały czas miałam w głowie słowa Harrego. Napisałam mu krótki list i zamówiłam taksówkę na lotnisko. W liście napisałam: "nie wiem o co ci wczoraj chodziło Harry, nigdy cię nie zdradziłam, ponieważ kocham tylko ciebie i tylko ty się liczysz. On powiedział to, by nas rozdzielić. Teraz to już nie ważne. Wyjeżdżam na kurs Kulinarny do Francji. Żegnaj, Harry i pamiętaj, że zawsze cę będę kochać. [T.I.]".
           Kurs trwa już dwa dni, jestem naprawdę szczęśliwa, ale wciąż myślę o Harrym. Właśnie mieliśmy wykład z profesorem kulinaryjny, gdy ktoś wparował na salę. Rozpoznałam w chłopaku Harrego. Wyrwał profesorowi mikrofon i odnalazł mnie wzrokiem. Dojrzałam na jego twarzy podbite oko.
          - [T.I.], przepraszam, ze tak się zachowałem i, że cię nie słuchałem przez ten cały czas. John (tak się nazywał ten chłopak) przyznał się, że kłamał. Byłem głupi, że mu uwierzyłem i nie dałem ci tego wyjaśnić. Przepraszam, czy dasz mi drugą szansę? - zapytał.
          Wstałam z mojego krzesełka i podbiegłam do niego. Pocałowałam go w usta i  szepnęłam do ucha:
           - Tak Harry...
           Od tamtej pory jesteśmy razem. John zniknął z naszego życia. Ja zakończyłam kurs i teraz prowadzę własną restaurację. Razem z Harrym oczekujemy naszego wspólnego dziecka i planujemy ślub.
                                           

no to mówcie co sądzicie, Jula jeszcze raz dzięki za pomoc i wenę i te twoje pomysły :)

przepraszam, że zachowałem się jak dupek - Zayn...

      Codziennie przyjeżdżał pod twoją szkołę i odbierał swoją młodszą siostrę Wali. Teraz przyjeżdża po ciebie. Jesteście już ze sobą pół roku. Zawsze po szkole jeździliście do ciebie lub do niego i pomagał ci odrabiać zadania domowe. Potem zawsze razem gdzieś wychodziliście, do kina, do parku, do wesołego miasteczka czy po prostu na zwykły shopping. Dziś było inaczej. Dziś były twoje urodziny, kończyłaś 18 lat. Jak zwykle przyjechał o ciebie punktualnie o 15.30. Pojechaliście do niego. Ty odrabiałaś lekcje, a on szykował coś do jedzenia. Zjedliście i pojechaliście do kina na jakąś komedię romantyczną. Potem poszliście do parku na spacer, była 23.00.
       - Mam coś dla Ciebie - powiedział i sięgnął do kieszeni. - Daj rękę.
       Wykonałaś jego polecenie. Mulat zapiął coś na twojej ręce zgrabnym ruchem. Spojrzałaś, by zobaczyć co to to jest. Śliczna, delikatna bransoletka z białego złota. Na dole zwisała zawieszka z kryształu w kształcie serca. Westchnęłaś z zachwytu.
        - Dziękuje - wyszeptałaś i pocałowałaś go w usta.
        Wróciliście do niego. Piliście alkohol. Było cudownie. To były twoje najlepsze urodziny.
                                               ***
        Obudziłaś się rano w łóżku. Nic na sobie nie miałaś. Rozejrzałaś się dookoła. Na podłodze leżały wasze ubrania. Ubrałaś bieliznę i koszulkę Mulata. Zeszłaś na dół. On siedział na kanapie i oglądał telewizję.
         - Hej kocie - mruknął.
         Zjedliście razem śniadanie i odwiózł cie do domu. Przez całe dwa tygodnie było normalnie. Jak zawsze. Aż do tego dnia. Obudziłaś się rano i miałaś zawroty głowy. Bolał cię brzuch i wymiotowałaś. Utrzymywało się to przez kilka dni. Twoja mama się wystraszyła i zabrała cię do lekarza. Zrobili ci badania. Czekałaś na wyniki w korytarzu. W końcu lekarz zawołał cię do gabinetu.
          - Masz już skończone 18 lat, więc sama możesz się dowiedzieć co ci jest.
         - Więc co to za choroba doktorze? Wyjdę z tego?
         - Nie jesteś chora tylko w ciąży.
         Tego się nie spodziewałaś. Nie wiedziałaś jak to jest możliwe.
         - Potrafi pan powiedzieć jak długo? - zapytałaś.
         - Biorąc pod uwagę objawy jakieś trzy tygodnie.
         Wyszłaś zszokowana z gabinetu. Nie wiedziałaś co robić ani co powiedzieć mamie.
          - I co? Co ci jest? - dopytywała się mama.
          - Nic takiego - powiedziałaś oschle. - Musze odpocząć.
          Nie miałaś zamiaru jej mówić co tak naprawdę ci jest. Musiałaś się wziąć w garść i zadzwonić do Malika. Umówiliście się, że przyjedzie po ciebie za pół godziny. I tak było.
           - Chodźmy się przejść. Musimy pogadać - rzuciłaś i ruszyłaś w stronę pobliskiego parku. Była słoneczna sobota.
           - O co chodzi? - zapytał zmartwiony.
           - Zayn, czy my w moje urodziny zrobiliśmy to?
           - Tak - odpowiedział.
           - Super! To możemy sobie pogratulować! - sarknęłaś.
           - Nie rozumiem.
           - Jestem w ciąży - powiedziałaś.
           - Co?!
           Był wkurzony. I to na maxa. Bałaś się go, bo nigdy taki nie był. Pokłóciliście się:
           - Jakim cudem?! - krzyczał.
           - Normalnym. Upiliśmy się i się stało!
           - To nie mogłaś się zabezpieczyć? Nie używasz pigułek?
           - A ty condomów?! To twoja wina!
           - Moja?! Ale z ciebie kretynka!
           - A z ciebie frajerski dupek! - krzyknęłam i pobiegłam do domu.
           Wasz związek przestał istnieć. Nie było już was. Był tylko on i ty, osobno. Od waszej kłótni minęły już dwa tygodnie. Nie odzywaliście się do siebie. Nawet nie patrzyliście na siebie, gdy przyjeżdżał po Wali do szkoły. To był już koniec, definitywnie.
                                               ***
           Siedziałaś w domu, twoja mama już wiedziała o ciąży. Oglądałaś telewizję i obżerałaś się czekoladą, gdy ktoś zadzwonił do drzwi. Usłyszałaś jak mama krzyczy, że otworzy a po chwili, ktoś zapukał do twojego pokoju. Podniosłaś wzrok. W drzwiach stał on z bukietem kwiatów. Udałaś obojętność i na nowo wlepiłaś wzrok w telewizję.
           - [T.I.] proszę porozmawiajmy - powiedział wyłączając telewizję.
           - Oglądałam to - powiedziałaś oskarżycielskim głosem.
           - Proszę cię, to dla mnie naprawdę ważne - powiedział ignorując moją uwagę.
           - Co?
           - Przepraszam za to w parku i za to jak cię nazwałem. Miałaś rację, to ja powinienem się zabezpieczyć. Przepraszam, a jeżeli chodzi o dziecko...
           - Nie martw się. W akcie urodzenia podam "ojciec nieznany". tak samo nie musisz mi płacić alimentów, jakoś sobie poradzę - powiedziałaś szybko.
           - Nie chcę, żeby ojciec był nieznany. Chcę, żeby nasze dziecko nosiło moje nazwisko, tak samo jak ty - powiedział i klęknął przed tobą. Zamurowało cię.
           - Zayn? Co ty robisz?
           - [T. I. i N.] czy uczynisz mi ten zaszczyt i wyjdziesz za mnie? - zapytał z uwielbieniem w oczach.
           - Tak, głuptasie - powiedziałaś ze łzami w oczach i rzuciłaś mu się na szyję. Złączyliście usta w pocałunku.
***
           Po ośmiu miesiącach urodziła wam się śliczna córeczka, którą nazwaliście Rosemarry, a miesiąc później wzięliście ślub. Teraz żyjecie długo i szczęśliwie.
                               

no to teraz "malikowa" mówi komentujcie proszę... :)

piątek, 17 stycznia 2014

smutas... :'(

Jesteś Directioner od czasów X-factora. Kochasz ich wszystkich. Płaczesz razem z nimi, śmiejesz się razem z nimi. Jesteś z nich dumna, z każdego ich zwycięstwa. Jesteś z nimi na co dzień. Ale nie ciałem tylko sercem. Twoje ciało jest podłączone do aparatury w klinice w szpitalu. Masz raka. Lekarze robią co mogą, by utrzymać cię przy życiu, mówią ci, że wyjdziesz z tego. Ale ty wiesz, że nie zostało ci wiele czasu. Umierasz z każdym mijającym dniem ze strachem „ile jeszcze?”. „Ile jeszcze to będzie trwało?”. Masz już dość. Nie masz już siły walczyć z tym rakiem. Chcesz już zakończyć te męki. Choć na chwilę zamknąć oczy i nie czuć tego bólu, który przeszywa twoje ciało, z każdą chwilą mocniej i mocniej.
            Jedyną rzeczą która trzyma cię przy życiu jest miłość. Miłość do niego. Do Zayna. To on cię trzyma przy życiu. Twoim największym marzeniem jest pojechać na ich koncert i ich zobaczyć, wszystkich. Chcesz im powiedzieć „cześć chłopaki, dziękuję wam za to co dla mnie zrobiliście, że byliście ze mną i cały czas jesteście. Kocham was”. Chcesz przytulić każdego z nich i dać im całusa w policzek. Ale nie możesz, bo jesteś za słaba. Za słaba by nawet podnieść rękę do góry. Twoja mama cały czas za ciebie do nich tweetuje, ale nie odpowiadają.
            Pewnego dnia przyszedł do ciebie lekarz i powiedział, że robi wszystko co w jego mocy, ale niestety twój czas dobiega końca. Zostały ci najwyżej dwa tygodnie życia. I właśnie za te dwa tygodnie kończysz szesnaście lat. Co za szczęście. Umrzesz w swoje urodziny jeśli nie wcześniej.
        Na razie dajesz radę. Minął jeden tydzień, teraz drugi. W końcu ten dzień. Twoje urodziny. Lekarze i pielęgniarki złożyły ci życzenia. Mama kupiła ci torta, twoi znajomi przekazali ci życzenia przez Skypa, bo nie mogą cię odwiedzać. Byłaś szczęśliwa. Też dlatego, że dziś umrzesz. W końcu odpoczniesz. W końcu poczujesz się dobrze.
            Nagle ktoś zapukał. Powiedziałaś „proszę”, cicho, ale na tyle głośno by ten ktoś usłyszał. Jednak to nie był ktoś, to były ktosie. Najpierw wszedł Liam, potem Louis, Harry, Niall i na końcu on, Zayn. Podeszli do ciebie i uśmiechnęli się.
- Wszystkiego najlepszego – powiedziała mama ze łzami w oczach.
- Wszystkiego najlepszego – powtórzyli chłopcy z uśmiechem.
                Zaczęły ci lecieć po policzkach łzy. Byli tu. Byli tu dla ciebie. Twoje marzenie się spełniło, zobaczyłaś ich. Chciałaś wyskoczyć z łóżka, zacząć skakać ze szczęścia, wyściskać ich. Ale nie mogłaś, nie miałaś siły. Pozostał ci tylko płacz szczęścia.
- W tym wyjątkowym dla ciebie dniu – zaczął Harry. – Chcielibyśmy ci życzyć dużo zdrowia i spełnienia marzeń, nasza droga [T.I.]
- Już się spełniło – powiedziałaś. – i to przed moją śmiercią.
- Jak to śmiercią? – zapytał Liam.
- Dzisiaj umieram, dzisiaj w końcu odpocznę, na wieczność.
- Nie [T.I.], nie możesz umrzeć. Musisz żyć, spełniać swoje marzenia – zaczął mówić z przejęciem Zayn.
- Zayn, ja już spełniłam swoje marzenie, największe marzenie. Spotkałam was. Nawet nie macie pojęcia ile dla mnie zrobiliście.
- Masz rację, nie mamy – powiedział smutno Niall.
- Utrzymaliście mnie przy życiu przez ten cały czas i dziękuję wam za to.
    Louis właśnie miał coś powiedzieć ale przerwał mu twój nagły atak kaszlu. Wiedziałaś, że to już zaraz. Musiałaś się streszczać.
- Chłopcy, pamiętajcie, że was kocham i zawsze będę kochać – powiedziałaś dusząc się. – Zayn, podejdź proszę.
Chłopak podszedł i usiadł na krześle obok. Ostatkiem sił wyciągnęłaś do niego rękę, a on ją złapał.
- Zayn, chcę żebyś wiedział – kaszel – że zawsze byłeś tym jedynym, utrzymywałeś mnie przy życiu – kaszel – kocham cię Zayn.
- Ja ciebie też kocham [T.I.] – powiedział Zayn ze łzami w oczach.
                 Kolejny atak kaszlu. Opadłaś na poduszkę. Wszyscy patrzyli na ciebie ze strachem. Wsłuchiwali się w twój oddech, ale jedynym co usłyszeli było długie piiiiiiiiiiiiiiiiiiiiip. Twoja mama wybiegła z sali pod doktora głośno szlochając. Zayn zaczął płakać wciąż trzymając twoja rękę. Pozostali chłopacy również zaczęli płakać. Wszyscy byli w szoku. Położyli na twoim łóżku róże, o których całkiem zapomnieli. Wszyscy płakali, ale ty byłaś w końcu szczęśliwa, w końcu wolna od bólu.


         Twoja dusza opuściła twoje ciało, dlatego to wszystko widziałaś. Smutno było ci umierać, ale dla chwili ulgi byłaś gotowa zrobić wszystko. Zobaczyłaś wrota do raju. Byłaś już w niebie i patrzałaś z góry na dalsze sukcesy chłopaków, którzy nagrali piosenkę dla ciebie. Opowiedzieli też twoją historię światu. Nigdy o tobie nie zapomnieli. Nie długo się z nimi spotkasz znowu. W niebie…